deadp-ff

To będzie prawdopodobnie pierwszy i ostatni post, który przeczyta mój mąż. Założę się się, że w końcu nie wytrzyma i to zrobi. Mimo, że namawiał mnie do założenia bloga i nie oglądania się na wszelkie po co Ci to, na co Ci to, wciąż jednak zarzeka się, że na wszelki wypadek i dla zachowania obiektywnej oceny mojej twórczości nie będzie czytał co tu wyczyniam. W dniu dzisiejszym drugi raz w życiu mi czegoś zabronił. Dla niewtajemniczonych wyjaśnię, że pod żadnym pozorem nie wolno mi kupować mebli do samodzielnego montażu z Ikei. Poza tym mam jak w bajce.

Umościłam się wygodnie w fotelu żeby popełnić kolejne, największe, literackie dzieło życia, aż tu nagle mój mąż mówi stanowczo, że nie ma śmieszkowania na blogu, ma wobec mnie inne plany i idziemy oglądać film. Tłumaczę mężowi, że nie, bo jeszcze mam jeszcze tyle do zrobienia, że szukam inspiracji. Prawda jest taka, że i tak byłam na straconej pozycji bo 1. wcześniej wydałam miliony monet na zakupy, których z zasady postanowiłam nie ukrywać przed mężem 2. na obiad zrobiłam kanapkę z subwaya, 3. pół tej kanapki sama zjadłam, 4. wczoraj mój mąż celem sprawienia mi przyjemności obejrzał ze mną Bad Moms. Sami rozumiecie. Co było robić, zamknęłam mój blogerski straganik i potulnie udałam się wspólnie oglądać film niewiadomego pochodzenia.

Domyślałam się, że to na pewno nie będzie nic w moim stylu skoro mąż tak bardzo trzymał w tajemnicy tematykę filmu. Wiedziałam, że tak będzie chociażby z zemsty za wczorajsze Bad Moms. Powiedział tylko, że jeszcze zdążę do roboty, a ten film będzie dla mnie inspiracją do napisania posta. Jak obejrzymy to umoszczę się powrotem i zrobię co pierwotnie zamierzałam. A ja mu naiwna uwierzyłam! Stwierdziłam, okej pewnie faktycznie obejrzymy zaraz jakiś film, który albo mnie wzruszy do reszty albo skłoni do głębszej refleksji enigmatyczną treścią albo co najmniej kreatywnie pobudzi moją blogerską fantazję doskonałymi zdjęciami. I co się okazało?

Obejrzałam DEADPOOL’a. Ja.

Przetrwałam c-a-ł-y film. Nie wiem czy zrobiłam to bardziej dlatego, że tak kocham mojego męża, czy może czułam się w głębi ducha winna za pożarcie mu połowy zimnego zresztą obiadu z subwaya, po którym musiał się dopchnąć chipsami żeby nie umrzeć z głodu. Właściwie to już nie ma znaczenia. Obejrzałam film o komiksowym superbohaterze, który mimo, że powinien w tym filmie umrzeć tryliardy razy, jednak nie skonał. Ja to przetrwałam. Nie ominęłam ani sekundy tego filmu i dzięki temu wiem jedno. Ja już sobie teraz w życiu ze wszystkim dam radę. Nic mnie już w życiu nie zaskoczy. Dziękuję Ci mężu za tę cudowną inspirację!

deadpool-ffded-ffdead-ff

Share: