mania-ff

Moja koleżanka jest chora. Chociaż właściwie to mam wątpliwości co do obu stwierdzeń zawartych w poprzednim zdaniu. Po pierwsze, to ja tak naprawdę wcale nie wiem czy właściwie jest moją koleżanką, czy może tylko udaje. Może wręcz przeciwnie, może jest moją najlepszą przyjaciółką? Próbuje tak szybko prześledzić w głowie te całe lata naszej znajomości i w sumie nie wiem. Ja ogólnie mam problem z definiowaniem relacji międzyludzkich.

Ku pokrzepieniu przeziębionego serduszka mojej – chyba koleżanki, a może nawet najlepszej, a może nawet przyjaciółki, muszę podkreślić, że ja mam tak w stosunku absolutnie do wszystkich ludzi. To znaczy nie tak, że wszystkich z automatu uważam za swoich przyjaciół! Bynajmniej!   To jest takie duże słowo i mam wrażenie jakbym wcale nie wyświadczała przysługi czy jakkolwiek rozumianej uprzejmości osobie, tytułując ją w ten sposób. Pojęcie przyjaźni niesie za sobą jakiś rodzaj niepokoju i wyłączności. Jak się komuś oświadczy z grubej rury, albo ktoś nam oświadczy, że jest naszym przyjacielem to trochę tak jakby przyznać sobie prawo do tego, żeby od tej pory mieć pełną dowolność w zawracaniu głowy tej osobie. Ot tak, po prostu, z byle jakiego powodu męczyć bułkę.

Jak to wszystko teraz tak na bieżąco analizuje to sobie myślę, że ja właściwie chyba jednak właśnie zawracam tak głowę tej mojej nazwijmy ją na potrzeby postu koleżance. Jak sobie tak dalej myślę, to ona też mi zawraca. I jak nawet jeszcze trochę pomyślę, to my chyba wcale nie jesteśmy z tego powodu jakoś szczególnie zmartwione, że sobie tak zawracamy te głowy. Nawet jeśli robimy to tak po prostu, z byle jakiego powodu. Czasem się nawet cieszymy jak ta druga zadzwoni czy napisze. Nawet jeśli nie odbierzemy czy nie odpiszemy. Czasem nawet jest miło się spotkać i pogadać w cztery oczy. Czyli właściwie wynika z tego, że wcale nie jesteśmy przyjaciółkami i całe szczęście, że na samym początku nazwałam moją koleżankę koleżanką. Bliższe przyjrzenie się tej relacji dało mi do zrozumienia, że nie czuje żadnego niepokoju kiedy o tym mówię. Nie czuję też obligatoryjnego przywiązania i oddania, a z tym właśnie po części kojarzy mi się zdeklarowana przyjaźń. Czyli tutaj mamy jasność. Przyjaciółkami żadnymi nie jesteśmy bo nie odczuwam ani ułamka przymusu tej relacji. Jeśli moja koleżanka nie odczuwa go również to będzie znaczyło, że tą kwestię mamy już wyjaśnioną.

Na koniec do rozstrzygnięcia pozostaje druga kwestia. Czy moja koleżanka faktycznie jest chora? No dobra, nie jest chora. Ma po prostu podwyższoną temperaturę czyli takie ociupinkę cieplejsze czoło. Tzn. tak przynajmniej mówi, sama nie wiem, nie sprawdzałam. Generalnie nie ściemnia więc nie mam powodów, żeby jej nie ufać. Jej mąż też nie sprawdzał bo jeszcze śpi. Miejmy nadzieję, że na zajęciach, na studiach podyplomowych też nie sprawdzą bo jak sprawdzą to będzie miała moja koleżanka klops z obecnościami. Nikt nie lubi mieć takich problemów i tutaj po części naprawdę czuje się jak prawdziwa, oddana przyjaciółka mojej koleżanki bo wcale jej tego klopsa nie życzę. Chcę żeby jej czoło znowu było normalne.

Gdybym była fałszywą przyjaciółką to napisałabym tutaj jak nazywa się dokładnie ta moja koleżanka i jakie konkretnie kończy studia podyplomowe. Tak wiece, jak gdyby nigdy nic, ale licząc na to, że mój blog, który jako, że dociera w-s-z-ę-d-z-i-e i do wszystkich, to dotrze również do pana wykładowcy i on się przyjrzy jeszcze wnikliwiej ode mnie sprawie tej rzekomej choroby mojej koleżanki. Naprawdę dużo bym zyskała na ujawnieniu szczegółowych danych osobowych tej mojej koleżanki.A jeszcze lepiej zdjęcia, które jak na prawdziwą fejkową przyjaciółkę przystało, byłoby najmniej korzystne jakim tylko dysponuje! Tylko po to żebym wyszła na tą ładniejszą. Nic podobnego. Ja nawet specjalnie przeczytałam ten post jeszcze raz zanim go opublikowałam, żeby oszczędzić mojej koleżance nerwów przy czytaniu. Żeby jej te moje literówki nie raziły. Żeby już tylko sobie mogła spokojnie czytać, popijając herbatkę z malinami. Gdybym jednak była podła, to nie tylko udałoby mi się choćby w minimalnym stopniu przekreślić jej karierę, zniszczyć wizerunek wśród milionów moich czytelników, ale również zyskałaby na tym moja własna blogerska wiarygodność! Wszyscy jak jeden mąż, którzy to właśnie czytacie odnieślibyście uzasadnione podanymi przeze mnie wówczas szczegółami przekonanie, że ja naprawdę mam co najmniej jedną koleżankę czy przyjaciółkę!

A nie prawda! Mam więcej. I na potwierdzenie tego faktu nie napiszę już nic o wyimaginowanych pracach malarskich. Nie napiszę ani słowa bo moja druga koleżanka powiedziała mi wczoraj, że moje posty są tak długie, że powinnam je dzielić na odcinki!;)

Dużo zdrowia i przyjaciół ode mnie, dla Was. I jeszcze jedno, wcale nie przeczytałam posta po raz kolejny bo nie zdążyłam. Intencje naprawdę były dobre i liczę, że tym razem się uda!

m-ffmaniaa-ffman-ff

Share: