stocksnap_shcrvoab5v

Jest śnieg! Piszę i słucham ścieżki dźwiękowej Kevina samego w domu. Film mojego dzieciństwa, który chyba nie tylko mi nieodłącznie kojarzy się ze świętami. To chyba dzięki niemu Polacy zaczęli słuchać na gwiazdkę amerykańskich wesołych, świątecznych piosenek o reniferach i choinkach. Przynajmniej ja je poznałam właśnie przy tej okazji. Ta muzyka bardzo sprzyja budowaniu świątecznego klimatu idealnego.

Trzymam kciuki z całych sił, żeby w święta aura pogodowa była całkowicie spójna z tym co widzę aktualnie za oknem. Gdybyśmy obudzili się wszyscy w przyszłą sobotę rano w takiej śnieżnej krainie jak dziś, byłoby wprost cudownie. Wymarzone pogodowo atmosferyczne okoliczności. Może to banał, może to faktycznie wygląda jak oklepany kadr z amerykańskiego kina familijnego, ale ja osobiście nie mam nic przeciwko takiej atmosferze. Lubię takie święta i co roku właśnie o takich marzę. Lubię kiedy moje dziecko może odbić ślady swoich maleńkich stópek w ogromnych jak na nie śniegowych bucikach i cały czas biegnąc, z zachwytem ogląda się cały czas za siebie podziwiając te śnieżne odciski. To jest właśnie idealna zima i doskonały przedświąteczny czas. A może… ulepimy dziś bałwana? Albo zrobimy coś innego;)

Korzystając ze sprzyjającej świątecznej atmosfery pędzimy tymczasem na umówiony wcześniej z mężem casting na niewielką, acz idealną choinkę! Przemierzymy siedem śnieżnych krain żeby znaleźć najpiękniejszą! Dam Wam oczywiście znać kto wygrał nasz prestiżowy konkurs, i które drzewko dostąpi zaszczytu obecności w naszym domu w tym roku. Marzy mi się, żeby przywiązać je na dachu samochodu parcianymi sznurkami. Choinka ma być jednak niewielka więc zapewne z powodzeniem zmieści się do bagażnika, a może nawet na moich kolanach.

Nie mamy jednak zbyt wiele czasu bo niedługo jestem już umówiona z koleżankami na oglądanie Love Actually, które odbywa się corocznie o tej samej porze, a sięga jeszcze czasów licealnych. Taka nasza mała świąteczna tradycja, zawsze ten sam film, zawsze przy okazji urodzin jednej z nas, zawsze u niej i zawsze zbieram doroczny opierdziel za to, że chcę rozmawiać podczas projekcji. Faktycznie szczerze przyznaje, że mimo, że film teoretycznie oglądałam już z nimi pierdyliard razy, to i tak do końca nie wiem o czym on jest bo zawsze gadam. Są też plusy, moje koleżanki wiedzą co nastąpi w każdej kolejnej minucie i w akompaniamencie jakich dialogów. Znają to wybitnie niewybitne dzieło świątecznej kinematografii na pamięć, a ja zawsze zobaczę akurat jakiś fragment, który dotychczas umykał mi z powodu zagadania;) Jakby na to nie patrzeć to zawsze jakaś zaleta!

Całuje wszystkich i życzę Wam doskonałej przedświątecznej niedzieli!

Share: