christmas-fff

Internet pęka w szwach od propozycji prezentowych wszelakich. Z podziałem na różne przedziały cenowe, na kategorie dla niej, dla niego, dla dziecka. Takie, które uwzględniają tylko to co wypada kupić bo jest scandi i z ekologicznego drewna, i takie, które wmawiają Wam, że wyjątkowy prezent to tylko taki jaki zrobicie własnoręcznie z surowców wtórnych. Jedne blogi podpowiadają, że Wasz kilkumiesięczny synek wprost posika się z radości na widok interaktywnego robocika z matą do tańca za set złotych, o których Wasz pierworodny marzy już od chwili kiedy pojawił się na świecie. Inne jako niedościgniony wzór prezentu dla rocznej córeczki wskazują gadającą lalkę, dzięki której Wasza pociecha przemówi w Wigilię ludzkim głosem. I to pełnymi zdaniami!

Jako, że ja również czuje, że powinnam wypełnić mój blogerski obowiązek podzielenia się z Wami moimi propozycjami prezentów zrobię to teraz żebyśmy wszyscy mieli to z głowy. Na moje propozycje będzie stać każdego. Stąd chwytliwy populistyczny tytuł dla mas, że na każdą kieszeń. Wychodzą one na przeciw radości dzieci, będąc jednocześnie w bardzo stanowczej opozycji do świątecznych kredycików, którym na tym blogu mówimy stanowcze nie.

Oto moja subiektywna lista idealnych prezentów 2016 dla dzieci od roku do dwóch lat, bez podziału na płeć dziecka (bo to po prostu passe):

  1. plastikowa gumka do włosów należąca do mamy (taka przypominająca używane przez nas niegdyś kable od słuchawki telefonu)

Prezent doskonały! Uwierzcie mi, jeśli tylko na chwilę uda Wam się pohamować odwieczne “zostaw! nie ruszaj bo zginiesz marnie!” i pozwolicie Waszemu dziecku na nieskrępowaną zabawę taką plastikową gumką, ma się rozumieć pod Waszym czujnym okiem spokojnie możecie zostać okrzyknięci tegorocznymi królami prezentów. Jeśli dziecko było w tym roku naprawdę grzeczne i uważacie, że zasłużyło na prezentową premię, pozwólcie mu na zabawę dwoma gumkami na raz. Jeśli nie budziło Was zbyt często po nocach, nie jest z natury upierdliwe i naprawdę chcecie, żeby to była najlepsza gwiazdka Waszego dziecka ever, pozwólcie mu założyć sobie taką gumkę na głowę i nie krzyczcie, że się niechybnie udusi. Po prostu czuwajcie, cicho obok i ewentualnie reagujcie, ale tylko w sytuacji realnego zagrożenia. Nie tak jak zawsze.

2. pakiet kilku, a nawet kilkunastu minut zabawy Waszym telefonem komórkowym

Mając na uwadze to, że są święta to możecie się również szarpnąć. Owszem to chyba najdroższy prezent, który Wam sugeruje na mojej liście, ale rodzice z co bardziej zasobnymi portfelami mogą sobie na niego pozwolić raz do roku. Oczywiście nie czarujmy się istnieje ryzyko, że Waszemu ukochanemu iPhonowi czy innemu kupionemu z krwawiącym sercem Samsungowi pęknie szybka, albo cały się w ogóle potłucze i rozsypie w drobny mak. Tak jak mówiłam, to opcja dla rodziców, którzy biorą pod uwagę ewentualne, większe świąteczne wydatki. Prezent ten będzie również doskonałym rozwiązaniem dla rodziców, którym na co dzień brakuje silnych wrażeń. Tutaj nie tylko robicie prezent dziecku, ale również fundujecie sobie coś w rodzaju niezapomnianej atrakcji i dreszczyka emocji. Spodziewana reakcja dziecka na taki prezent jest przewidywalna. Będzie biegać, skakać i piszczeć z radości kiedy zobaczy, że Mikołaj docenił jego całoroczne starania w kwestii bycia grzecznym. Wszystko się uda pod warunkiem, że z okazji świąt, wyjątkowo powstrzymacie się od zbędnej krytyki dziecka, pouczania i zabraniania włączania akurat tego czy tamtego. Prezent polega na tym, że dziecko wciska wszystko czego dusza zapragnie i biega radośnie z telefonem dookoła świątecznego drzewka.

3. spienione mleko w prawdziwej filiżance, wypite w gronie najbliższych podczas świątecznego deseru czyli tzw. Babycino

Klasyka gatunku, którą my staramy się z Heleną kultywować nie tylko od święta. Tym, którzy jeszcze tego rodzaju atrakcji jeszcze nie próbowali polecam zarezerwować je właśnie na ten magiczny świąteczny czas. Zobaczycie, że Wasze dziecko będzie zachwycone. Jego radość będzie tym większa, im mniej będziecie się wtrącać w to w jaki sposób delektuje się swoją kawą. Dajcie mu łyżeczkę do swobodnego dysponowania, owińcie starannie wybrane świąteczne ubranko folią spożywczą bądź innym śliniakiem i pozwólcie mu cieszyć się podarunkiem, nie myśląc o przyszłych kosztach prania chemicznego obicia krzeseł, dywanu czy renowacji stołu.

4. rózga czy inny patyk

Wbrew temu co właśnie pomyśleliście to doskonały prezent! Ile razy zdarzyło Ci się grozić Twojemu dziecku podczas spaceru żeby wyrzuciło ten patyk bo wybije/ wydłubie sobie oko? Mniejsza o to, że to chyba wcale się to jeszcze żadnemu dziecku, które było pod opieką starszych i bardziej doświadczonych tak naprawdę nigdy się nie wydarzyło. Było tak? No więc teraz wyobraź sobie to szczęście kiedy Twoje dziecko wymachuje tą rózgą czy patykiem, a Ty czuwasz, ale tym razem spokojnie i bez spazmów żeby faktycznie nie stało się nic złego. Czujesz już magię zbliżających się świąt? I uprzedzając pytanie. Nie, dziecko nie pomyśli, że było niegrzeczne i dlatego dostało rózgę za karę. Ono w ogóle w przeciwieństwie do nas nie myśli tymi kategoriami. Dziecko pomyśli, że jesteś najlepszą matką na świecie, że mu na to pozwoliłaś i wreszcie kontrolowałaś zabawę na spokoju, bez charakterystycznego “ojjj!”

Powiem Ci więcej. Prezenty dla dzieci w wieku kilku miesięcy, roku czy dwóch lat tak naprawdę kupujemy bardziej dla siebie. Mamy wymówkę do wydania większej kwoty pieniędzy bez wyrzutów sumienia na coś na co może Pan mąż czy Pani żona w ciągu roku skrzywiliby się, że to zbyt wiele jak na zabawkę, a na święta wiadomo, że się zgodzi. Nasze maleńkie dzieci nie wiedzą jeszcze co to święta, o co w tym wszystkim chodzi. Dla naszych różowych bobasków to obiad i rodzinne spotkanie jak każde inne. Okej, wszyscy może ciut bardziej zestresowani i strasznie się spinają żeby każdy był ubrany na czerwono albo w wersji premium na złoto i tyle. Uważam, że prawdziwa magia prezentów, Mikołaja i reszta Bożonarodzeniowo-komercyjnej konwencji zaczyna działać dopiero wtedy kiedy naszemu dziecku coś się już faktycznie marzy. Marzy mu się jakaś zabawka, jakiś gadżet, o czymś nam opowiada, że jeszcze tylko to kupimy i już jego życie będzie pełne. Kiedy z wypiekami na policzkach wpatruje się zapominając o mruganiu w migającą reklamę najnowszej nowości na rynku zabawek. Kilkumiesięczne dzieci marzą tylko o ciepłych ramionach rodziców, uśmiechu na ich twarzy kiedy na nie patrzą i miłości między rodzicami, którą wyczuwają całą powierzchnią swojego malutkiego ciałka.

Żeby nie było, że jestem jakimś wojującym przeciwnikiem prezentów! Wręcz przeciwnie, kocham prezenty! Dawać i dostawać! I nawet wymyślać i kupować! I naszej szesnastomiesięcznej córeczce też kupimy górę prezentów. I w zeszłym roku choć była jeszcze mniejsza również kupiliśmy. Cel tego tekstu nie jest taki żeby Wam zaimponować moim alternatywnym podejściem do życia czy podsunąć pomysł na świąteczne oszczędności. Moim celem jest zwrócenie uwagi na to co w świętach najważniejsze. Na radość. Naprawdę wierzę, że i patyk, i gumka do włosów po mamie, i spienione mleko i chwila zabawy komórką właśnie takie uczucia wzbudzą w naszych maleńkich dzieciach na święta! Może to był oczywisty wniosek. Na wszelki wypadek wolałam dopisać celem uniknięcia oskarżeń;)

Ps. Mam nadzieję, że nikt z moich bliskich nie przeczyta tego wpisu, a jeśli nawet to mam nadzieję, że nie potraktuje go wówczas zbyt serio. Na wszelki wypadek muszę poćwiczyć niczym nie skrępowaną radość na widok patyka i swoich gumek do włosów<3 Nie wypada przecież nie cieszyć się z prezentu.

christmmff

 

Share: