amory4.2

Gdybym kiedykolwiek przed podjęciem decyzji o założeniu rodziny zastanowiła się choć przez chwilę nad tymi męczeńskimi opowieściami o tym jak wygląda prawdziwe życie, tj. bycie mamą, na pewno nigdy nie zdecydowałabym się na dziecko. Ilość apokaliptycznych wizji, strasznych historii, mrożących krew w życiach anegdot o tym jak życie zmienia się nie do poznania, jak skończyłyśmy się dla świata jako kobiety, a o fajnej relacji z naszym mężczyzną możemy w ogóle bezpowrotnie zapomnieć- jest przerażająca. Jasna sprawa, że nad tym wszystkim będziemy w ogóle władne zastanowić się dopiero gdy przypadkiem uda nam się przetrwać traumatyczny poród i wyrwać ze szpon wiecznie płaczącego dziecka. W tych wizjach zawsze jest źle. Za punkt wyjściowy przyjmuje się w nich, że partner o ile nas w ogóle szczęśliwie nie opuścił po ujrzeniu makabrycznych rozstępów, to co najmniej zostawił same w tym naszym tragicznym położeniu. Generalnie ma być ciężko, łeb do nogi, a matka nie ma chwili żeby umyć przysłowiowe włosy. Sama i umęczona. Udręka i pasmo nieszczęść.

Na logikę, czy gdyby właśnie na tym polegało macierzyństwo kobiety w ogóle zachodziłyby w ciążę? Oczywiście, zdarzają się sytuacje trudne. Takie, na które po prostu nie mamy wpływu. Losowe. Tego typu zdarzeń nie unikniemy, ale podkreślam, że chodzi mi tu o przypadki tzw. nieszczęścia na własne życzenie.

Jaka jest zatem moja ogólna refleksja na temat bycia mamą? Szczerze? Uważam, że jest naprawdę fajnie i mogę z czystym sumieniem przyznać mojemu macierzyństwu dużą okejkę. Nie zapominając oczywiście o tym, że zdarzają się również mniej przyjemne chwile. Macierzyństwo, w ogóle rodzicielstwo nie jest jakimś kosmicznym tworem, nie jest oderwane od życia. To jest najzupełniej w świecie jeden z jego fragmentów. Bycie rodzicem jest jedną z misji, z którymi momencie swojego życia postanawiamy się skonfrontować. Tak jak w życiu, tak w rodzicielstwie modnie określanym obecnie mianem parentingu, bywa różnie. Jeśli jednak porównujemy już ten stan do życia to od razu nasuwa nam się na myśl refleksja, że tutaj również tylko do nas należy wybór jak to swoje rodzicielstwo przeżyjemy.  A w przyszłości, jak będziemy wspominać ten czas my, a przede wszystkim nasze dzieci. To w końcu dla nich stajemy się rodzicami, prawda?

img_2471img_2476

Jak już niejednokrotnie wspominałam, należę do szczęśliwego kręgu osób, które postrzegały bycie rodzicem i stworzenie rodziny jako marzenie. Coś co sprawi, że będą jeszcze szczęśliwsze, a życie będzie miało sens i nabierze tej wyczekiwanej przez nich pełni i głębi. Mimo to, wydaje mi się, że nie jestem jednak w tej kwestii totalnym radykałem. Przynajmniej na to liczę. Na pewno nie daję sobie prawa przynależności do subkultury mam, żyjących tradycyjnie na planecie dziecko, zafiksowanych na punkcie dziecka tak mocno, że jakikolwiek temat z nim niezwiązany budzi w nich  wręcz irytację, a każda minuta ich życia musi być za wszelką cenę wypełniona radosnym śmiechem dziecięcia. Myślę, że jestem gdzieś po środku. Gdzieś pomiędzy grupą, która określa swoją tożsamość jedynie przez pryzmat rodzicielstwa i jedynie nim warunkuje szczęście zapominając nawet o sobie czy partnerze, a tymi wojującymi, którzy są w pełnej rozciągłości przeciwni tego rodzaju praktykom i dobitnie to na każdym kroku podkreślają.

W mojej własnej głowie funkcjonuje w roli kobiety zakochanej w swoim dziecku i niezmiennie urzeczonej jego wspaniałością, aczkolwiek dającej też sobie prawo do zdrowego egoizmu i znacznej przestrzeni dla bycia szczęśliwą w związku. Kocham moje dziecko niesamowicie mocno, uwielbiam patrzeć jak rośnie, być przy nim kiedy odkrywa nowe umiejętności. Uwielbiam się wspólnie cieszyć i pomagać w przezwyciężaniu małych smuteczków. Powiem tak, życie faktycznie zmienia się po urodzeniu dziecka, ale uważam, że to już od nas dorosłych zależy czy zmieni się i tym samym nas wzbogaci, uszczęśliwi, czy wręcz przeciwnie rodzicielstwo przyćmi wszystko co było dotychczas i nas przygniecie. Uważam, że to jak żyjemy rodzi się w dużej mierze w naszej głowie. To właśnie tam powstaje jakaś wizja tego jak patrzymy na siebie, swoje życie, jaką  rolę przypisujemy sobie i innym w nim przypisujemy i jak powstaje narracja naszej codzienności. Jeśli wyczarujemy tam wizję trudną, pełną problemów, zmartwień, trosk, to mamy ogromną szansę sprawić żeby tak właśnie było. Na każdą sytuację można spojrzeć z innej perspektywy.

Nie czarujmy się, bycie rodzicem to cała masa nowych wyzwań, codziennie, przez całą dobę. Nie przysługują nam ustawowo dni wolne, urlopy czy zwolnienia. Po prostu wchodzimy w ten stan całym sobą i na 100%. Nie możemy powiedzieć, że jednak nam się nie podoba i już nie chcemy być rodzicami. Podstawową kwestią jest zatem to czy taki stan rzeczy potraktujemy jako wyzwanie czy problemy? Możemy zdefiniować naszą nową rolę jako niesamowitą przygodę, w którą zabieramy już na całe życie swoje dziecko albo jako początek końca naszego życia.

img_3003

Share: