cc_floral_h1

Droga redakcjo!

Jestem mamą coś około piętnastomiesięcznej dziewczynki i bardzo martwię się o jej przyszłość. Boję się, że przez to czego się dzisiaj dowiedziałam moje dziecko być może nie da rady dostać się na wymarzone studia, a w efekcie nie zarobi kupy kasy i nie dołoży mi do leków na starość.

Na zajęciach dla niemowląt w dniu dzisiejszym okazało się coś okropnego! Moja córka w przeciwieństwie do Pana instruktora nie potrafi robić wymyków na drążku. Zasmuciłam się ogromnie gdyż, droga redakcjo, do tej pory byłam pod wrażeniem tego jak sprawne fizycznie jest moje dziecię. Naprawdę ubolewam nad tym tak bardzo bo to jeszcze nie koniec problemów! Jak się dzisiaj okazało braki są zdecydowanie bardziej rozległe! Coś około piętnastomiesięczna dziewczyna nie odrywa się od podłoża kiedy skacze. Owszem podkrzykuje radośnie “hop, hop”, ugina kolanka jakby naprawdę chciała skakać, ma przy tym owszem dużo frajdy ale od ziemi nijak się jeszcze nie odrywa. Pan instruktor dał nam swoją dezaprobującą reakcją jasno do zrozumienia, że to nie ważne, że to robi i ma z tego fun. Liczą się wyniki. Chodzi o to, że ten fakt bardzo utrudnił jej wykonanie zadania zleconego przez, jak pouczyła mnie pani z czegoś w rodzaju recepcji, bardzo doświadczonego w pracy z dziećmi instruktora, tj. przeskakiwania raz po raz to ze złączonymi, to z rozłączonymi nóżkami przez kółka wielkości podobnej do małego hula hop.

Niestety, droga redakcjo to jeszcze nie koniec. Bez mojej pomocy dziecko nie było w stanie wykonać również kilku innych ćwiczeń. Nie potrafiło wspiąć się na drążki oddalone od siebie na odległość około metra, przymocowane na wysokości powyżej moich bioder, które zważywszy na mój wysoki w dowodzie wzrost znajdują się w powiedziałabym znaczącej odległości od ziemi. Nie będę już wspominać, że nie było w stanie zrobić na tych drążkach siadu płaskiego przy jednoczesnym zawiśnięciu w powietrzu. Dodam, że pan instruktor umiał to wszystko. Czy powinnam być zaniepokojona? Czy zapisać moje dziecko na jakieś dodatkowe ćwiczenia celem usprawnienia kondycji i ogólnej motoryki? Będę wdzięczna za wszelkie rady.

Na litość boską, czy na tego rodzaju zajęciach, na których pojawiła się dwójka dzieci, odpowiednio w wieku mojego dziecka i drugiego w podobnym, owa zebrana grupa naprawdę nie mogłaby zająć się czymś do czego nie jest potrzebne ciągłe noszenie ich przez rodziców? Dzieciaki świetnie poruszają się już samodzielnie, nawet biegają, rzucają piłką itd. Czy nie lepiej byłoby, żeby pan instruktor dostosował plan zajęć do ich umiejętności?

Drugie dziecko było z tatusiem. Tatusiowi ewidentnie buzowała adrenalina na widok drążka i nie chciał być ani trochę gorszy od wysportowanego pana instruktora. Poniósłby wówczas niechybnie wielką osobistą porażkę, że nie dokona tego co uczynił przed chwilą niemalże bez najmniejszego wysiłku drugi samiec w tym kręgu. Złapał to biedne dziecko i kręcił nim te wymyki na drążku, wszędzie go wnosił, podnosił, donosił, skakał dzieciakiem pod tych kółkach. O mało co się nie potknął o własne nogi a potem o ego i rozdmuchane przez pana instruktora męskie ambicje kiedy tak skakał raz po raz ze złączonymi i rozłączonymi nogami. Ba! Pan tatuś dokonywał tego wszystkiego z dziecięciem na rękach! Upocili się strasznie Pan instruktor, pan tatuś i dziecię. Dziecię wbrew pozorom nie biegało bo niestety też tak nie umiało. Zresztą, ani pan instruktor ani tatuś nie pozwolili mu biegać. Najważniejsze było żeby w jakikolwiek sposób ukończył wymyślony przez Pana instruktora tor. Wystarczyło, że tatuś i pan instruktor umieli zrobić to samodzielnie. Dziecko upociło się bo tatuś tak mocno je trzymał żeby mu się nie wymsknęło z rąk jak kręcił wymyki tym dzieciakiem. Mnie i moje dziecko zdawali się w ogóle ignorować.

W tym miejscu chciałabym podziękować Pani, dzięki której tak bardzo polubiłam kiedyś to miejsce, a która jak się dzisiaj dowiedziałam niestety już tam nie pracuje. Takiej Pani co to ani nie robiła wymyków ani innych popisów, takiej miłej, ciepłej. Takiej do dzieci co to moje dziecko jak ją widziało to z daleka rączki wyciągało. Takiej Pani, która nie wymyślała torów przeszkód tylko płynęła z prądem dzieci, które miała na zajęciach. Puszczała bańki, pomagała zdobywać kolejne przeszkody wybrane przez zachwycone dzieciaczki. Nawet pozwoliła się pobawić swoją własną komórką. Pani co zrobiła sama mojej córeczce specjalną kartkę urodzinową, i sama od siebie kupiła jej spinkę na urodziny bo wiedziała, że wtedy moje dziecię kochało spinki. Taka fajna była ta Pani, młoda dziewczyna właściwie, ale idealna dla tych małych dzieci. Ten Pan nie wie czy moje dziecię jeszcze lubi spinki. Dopiero niedawno przestał przekręcać jej imię. Nie wie, że jest małą indywidualistką i jest szczęśliwa kiedy może odkrywać te wszystkie przeszkody we własnej ustalonej przez siebie kolejności. Ten Pan nie wie bo i skąd miałby wiedzieć. Jest tak skupiony na wymykach i na tym jak świetnie mu wychodzą, że na dzieci nie ma już czasu. Nigdy się nie dowie, że moje dziecko na przykład teraz już nie lubi spinek. Pani Patrycja wiedziała i jej spinkę trzymamy na pamiątkę. Ta urodzinowa kartka, którą nam dała wisi ciągle na lodówce przypięta magnesem.

Mam z tej sytuacji dwa wnioski. A właściwie jeden wniosek i jeden apel. 

Wniosek: Liczę z całego serca na to, że jak moje dziecię trafi pewnego dnia do przedszkola, a potem do szkoły to napotka na swojej drodze takie Panie jak ta Pani co wiedziała, że moja córka lubi spinki bo była jej zwyczajnie ciekawa. Chciała ją po prostu poznać. Liczę, że pseudo pedagogów, tak jednotorowo i za wszelką cenę skupionych na realizacji podstawy programowej nie spotka. Do tego czasu na pewno już nauczy się wymyków, obiecuję. Chociaż nie samymi wymykami człowiek żyje.

Apel: Jeśli Twoje dziecko ma przypadkiem około piętnastu miesięcy, potrafi robić wymyki, przewroty w tył, odbijać się od podłoża skacząc naprzemiennie ze złączonymi i rozłączonymi nogami napisz do mnie. Proszę prześlij tez koniecznie filmik.   Bardzo chętnie oddam Ci nasz karnet. Kupiłam na 3 miesiące z góry. Nie wiedziałam, że Pani Patrycja już nie pracuje.

 

Share: