img_4974

Pora na uzupełnienie wczorajszego posta dotyczącego wózka Navington Caravel recenzją kolejnego z wózków, którego mogę śmiało powiedzieć jesteśmy dumnymi posiadaczami. Jako zaprawiona w bojach mama mogę śmiało powiedzieć, że posiadanie tych dwóch wózków jest optymalnym rozwiązaniem. Każdy z nich jest zupełnie inny, ma zupełnie inne przeznaczenie i czego innego powinniśmy też od nich wymagać. Kolejnym wózkiem na, którego się zdecydowaliśmy był Greentom Upp Classic.

Po co nam w ogóle drugi wózek?

Otóż nie, uprzedzając częste w tym temacie insynuacje bliższych i dalszych krewnych, nie była to w najmniejszym stopniu niczyja fanaberia. Przyznaję, kiedy tylko zobaczyłam wózki Greentom Upp od razu się zakochałam, ale nie tylko dlatego zdecydowałam o jego zakupie. Jak już dowiedzieliście się z poprzedniej recenzji, mieliśmy już wówczas jeden wózek. Wózek, który mimo, iż doskonale sprawdzał się podczas codziennych spacerów i wypraw do pobliskich sklepów niestety w znacznym stopniu ograniczał moją radość z wycieczek z Helenką do centrów handlowych. W tym celu z pomocą przyszedł właśnie Greentom Upp Classic.

Znalazłam go najpierw w internecie podczas wstępnej selekcji dostępnych na rynku lekkich spacerówek czy jak kto woli parasolek. Z wypiekami na policzkach pokazałam mężowi żeby zobaczył jakie cudo udało mi się odkryć. Nie przypadkiem nazywam moje dokonanie odkryciem bo wówczas nie było nawet śladu tego rodzaju wózków w naszym mieście. Przekopałam intrenety wzdłuż i wszerz i powiem szczerze, że mimo, że świat generalnie idzie do przodu, to świat spacerówkowego designu zatrzymał się w epoce kamienia łupanego. Oboje stwierdziliśmy od razu, że albo to faktycznie jest designerski przełom i cud, albo okaże się, że na żywo wózek nie przypomina wcale tego cudeńka ze zdjęć reklamujących go na stronie producenta. Na szczęście w mgnieniu oka ustaliłam gdzie mogę go zobaczyć w realu i niezwłocznie, zabrawszy uprzednio coś około sześciomiesięczne dziecię pod pachę popędziłam przekonać się na własnej skórze cóż to za twór, który mianował się najbardziej ekologicznym wózkiem świata. Jadąc do sklepu nie byłam zdecydowana czy wybrać wersję Classic czy Reversible. Różnica w cenie obu modeli była kosmetyczna więc chodziło po prostu o spełnienie kilku kryteriów:

  1. Po pierwsze i najważniejsze miał być lekki i mieścić się do bagażnika mojego niezbyt rodzinnego samochodu bez konieczności odkręcania czegokolwiek. To był warunek sine qua non. 

Nie chcę Was trzymać zbyt długo w niepewności i powiem od razu, że Greentom Upp Classic przeszedł ten test śpiewająco. Dzięki uprzejmości pana sprzedawcy, zostawiając w zastaw moje ukochane dziecię pomknęłam ze sklepowym egzemplarzem wystawowym na parking żeby sprawdzić czy jestem w stanie samodzielnie, bez wysiłku i specjalistycznej wiedzy technicznej czy przyswojenia instrukcji zapakować wózek do samochodu. Chciałam to koniecznie uczynić bez wcześniejszego instruktażu. Miało być po prostu lekko, łatwo i intuicyjnie. Zapewniłam Pana, że to właściwie moje być albo nie być bo jeśli okaże się, że wózek nie zmieści się do mojego mikroskopijnego bagażnika to w ogóle mimo mojego wizualnego zachwytu nie mamy niestety o czym rozmawiać, a ja muszę szukać dalej. Wózek składa się dosłownie na pół, bez najmniejszego wysiłku i poświęcania tej czynności zbytniej uwagi. Nic nie trzeba przestawiać, ustawiać ani odpinać czy odkręcać. Jest lekki jak piórko! Cały waży jedyne 7 kilogramów, a w praktyce w ogóle nie czuć, że się go podnosi. Genialny! Ponowne rozłożenie jest równie banalne i zupełnie bezproblemowe. Z powodzeniem robię to zawsze jedną ręką i za każdym razem uśmiecham się do niego przyjaźnie w duchu dziękując geniuszowi, który skonstruował go z ultralekkich przetworzonych butelek PET.

 2. Wygoda dziecka jak zwykle przede wszystkim. 

Helenka w chwili zakupu miała coś około sześciu miesięcy. Jest sporym dzieckiem, ma bardzo długie nóżki w związku z czym, wielkość wózka jest dla nas nie bez znaczenia. Nie wiedziałam czy zdecydować się na Greentom Upp Classic czy Reversible. Wybór padł na pierwszą opcję z bardzo prozaicznej przyczyny. Już w sklepie moje sześciomiesięczne dziecko musiało przechylić główkę i maksymalnie skompresować żeby usiąść w wersji Reversible. Nie jest to regułą i na pewno wiele dzieci wygodnie podróżuje w tym modelu przez jeszcze długi czas, u nas wzrost Helenki automatycznie wyeliminował jednak  ten model, tym bardziej, że planowałam jeszcze przez jakiś czas korzystać z wózka.

Greentom Upp Reversible jest świetny z tego względu, że możemy spokojnie przechylić kubełkowe siedzisko tak żeby dziecko wygodnie spało. W wersji Classic, która jest technologicznie dużo mniej skomplikowana pochylenie siedziska zmieniamy w niewielkim stopniu przy pomocy taśmy znajdującej się na tyle oparcia. Teoretycznie jest to bardzo niewielki zakres ruchu. Praktycznie, co poradził mi Pan sprzedawca możemy zhakować sprzęt, pozbyć się z łatwością małego kółeczka zabezpieczającego i w efekcie zmienić zakres taśmy. Owszem, nie oznacza to, że będziemy w stanie położyć oparcie do pozycji całkowicie leżącej. Z mojego doświadczenia stwierdzam, ze pochylenie po usunięciu zbędnego zabezpieczenia jest jednak wystarczające. Początkowo faktycznie obawiałam się o to czy moje dziecię będzie w stanie wygodnie zdrzemnąć się w tym wózku. Okazało się, że martwiłam się zupełnie bez powodu, a Helenka odbyła w wózku niejedną poobiednią drzemkę. Wózek przepodróżował z nami cztery kraje, niejednokrotnie służąc również za tymczasowe miejsce również do nawet nieco dłuższego spania kiedy my cieszyliśmy się wakacyjnymi atrakcjami. Jasne, że nie jest to obszerna gondola, ani wózek spacerowy tzw. pełnowymiarowy, ale przecież nie tego od niego oczekujemy i dlatego właśnie uważam, że jest idealnym uzupełnieniem ciężkiej wózkowej artylerii.

3. Oceniam sprzęty po okładce i nie zamierzam udawać, że nie jestem gadżetową sroczką. Szczerze przyznam, że wygląd Grenntoma Upp Classic miał ogromny wpływ na moją decyzję. 

Nie ma co się czarować, ten wózek to po prostu designerska perełka. Zresztą, wygląda na to, że nie tylko ja tak sądzę, albowiem Greentom może pochwalić się prestiżową nagrodą Red Dot Award 2016. Wybrałam wersję na białej ramie z jasnoszarym siedziskiem. Przyznaje szczerze, że wybór koloru nie był łatwy i kusiła mnie również różowa i miętowa wersja. Biorąc jednak po uwagę to, że nasz poprzedni wózek był w bardziej zdecydowanej kolorystyce chciałam postawić na wersję neutralną, którą będę mogła dowolnie modyfikować w zależności od nastroju i pory roku poprzez doposażenie wózka ukochanymi akcesoriami La Millou w postaci choćby torby czy wkładki do wózka.

Czy ekologiczne cudeńko, które zgarnęło wszystkie nagrody świata za to jakie jest śliczne ma jakieś wady? 

Pewnie się powtarzam, ale nie ma wózków uniwersalnych. Greentom Upp Classic nie może się poszczycić obszernym pakownym koszem, ale czyż nie dzięki temu jest tak zgrabnie zaprojektowany i tak bardzo przykuwa naszą uwagę? Owszem, kosz jest malutki, ale na pampersy, mleko i podstawowe akcesoria wystarczy. Resztę możemy śmiało zapakować do torby, którą do niego przymocujemy. Jeśli już jesteśmy w temacie torby, ja podróżując z tym wózkiem kiedy musiałam tam zapakować dosłownie wszystko aby być przygotowana na każdą ewentualność trochę chwilami przesadzałam z jej ciężarem. Jeżeli zrobimy z naszego Greentoma jucznego wielbłąda, a wbrew pozorom i to da się zrobić;) pamiętajmy, by zawsze odpiąć torbę zanim wyjmiemy dziecko. W innym wypadku wózek po prostu się przeważy i wywróci. To jednak szczegół i kwestia przyzwyczajenia.

Koła w wózkach Greentom, sprawdzają się bez zarzutu. Oczywiście pod warunkiem, że bywamy głównie w hipermarketach, marketach i centrach handlowych gdzie podłoga jest idealnie gładka, ale nie ma się co czarować, że to wózkowa terenówka. Nikt nam tego zresztą nie obiecuje i naiwnie byłoby się tego spodziewać po tym rozmiarze kół. To nie jest offroadowy wózek i nie podjedziecie bez unoszenia go pod żaden krawężnik. Nie będziecie gładko sunąć po krzywych płytach chodnikowych. Do tego rodzaju atrakcji możemy o Greentomie zapomnieć. Jest doskonały, ale w ściśle określonych warunkach. Jak zwykle, zawsze coś dzieje się kosztem czegoś innego. Ja miałam okazję wypróbować go także w terenie mocno pofalowanym, wyłożonym nierównym brukiem i dałam radę. Celowo piszę, że dałam radę bo to nie jest łatwe zadanie. W chwili kiedy po raz 10 pakujesz go do samochodu żeby ruszyć dalej w podróż zapominasz o tych wszystkich niedogodnościach. Kochasz go znowu miłością największą i na nic w świecie nie zamienisz.

Jak dla mnie w haśle reklamowych wózków Greentom poza dbałością o ochronę środowiska powinno się koniecznie wspomnieć o dbałości o mamine spracowane ręce i nadwyrężane regularnie kręgosłupy. Greentom dba o naturę, ale nie mniej mocno dba o nasze plecy:)!

img_5056

img_5188

img_5999

Share: