stocksnap_k76t94l0kg

Dzisiaj znowu witam Was tematyką po części świąteczną, tym razem chodzi jednak o zakupy. Wiadomo, że ze świętami Bożego Narodzenia kojarzą nam się w ramach obowiązkowej pierwszej trójki właśnie sprzątanie, mycie okien i obowiązkowo zakupy. To jednak jedyny punkt styczny na dzisiaj. Dalszy ciąg nie muśnie nawet gwiazdkowych tematów, obiecuję!

Chodzi o wprost genialny, po prostu godny wszystkich nagród i wyróżnień świata pomysł, którym muszę się z Wami czym prędzej podzielić. Doskonały w swojej prostocie, jak to zresztą zwykle z tego rodzaju pomysłami bywa. Niestety, nie ja go wymyśliłam, chociaż odkąd o nim usłyszałam sama zachodzę w głowę jak to możliwe, że ktoś mnie tak chytrze wyprzedził. Nie pamiętam już gdzie o nim czytałam, ale na pewno była to jedna z ulubionych stron/ serwisów mojego męża na temat koślawości tego świata, gdzie regularnie śmieszkuje się wstawiając memy z facetką lub zamieszcza naprawdę odkrywcze newsy dzięki, którym wiesz to czego inni nigdy się nie dowiedzą.

A więc paraaaam: Dwa kolory koszyków w sklepie! Ha! Geniusz to wymyślił! Przyjmijmy na potrzeby tego artukułu, że koszyki są żółte i zielone. Bierzesz żółty, czyt. nie potrzebujesz pomocy sprzedawcy i tym razem dasz radę dokonać wyboru sam i ogólnie chcesz być i radzić sobie w tym sklepie sam, w ostateczności sam również poprosisz o pomoc lub druga opcja koszyk zielony czyt. droga wolna, sprzedawcy możecie mnie śmiało atakować i to od samego wejścia! Czyli albo jestem otwarta na sugestie, albo nie, dziękuję wiem po co przyszłam. Dla mnie, mając na względzie moją wrodzoną niechęć do porad sprzedawców byłoby to wprost idealne rozwiązanie! Przyznaje szczerze, że sprzedawca, który atakuje mnie od samego wejścia mimo, że nie wiem nawet jeszcze w jakim dokładnie znalazłam się właśnie w sklepie, ma ogromne szanse mnie poirytować. W takiej sytuacji już na wejściu wiem, że się nie zaprzyjaźnimy. Nawet na ten niezbyt długi okres mojej wizyty na jego terenie. Nie lubię po prostu takiego bezpośredniego zaczepiania, podpytywania, zagadywania i tworzenia ludzkich instalacji mających wywołać iluzję szczerej chęci niesienia mi pomocy. Wiem, że Panią ubraną od stóp do głów we wdzianko marki dla, której pracuje, guzik obchodzi czy wyjdę stamtąd zadowolona i czy pasuje mi taki, a nie inny spodzień. Ponadto nie zaufam w kwestii wyboru podkładu Pani, która sama nie potrafiła się umalować i ma szminkę na zębach oraz twarz w kolorze zupełnie niepodobnym do szyi. Najzwyczajniej w świecie wezmę kolejne opakowanie poprzedniego kosmetyku lub samodzielnie wybiorę nowość. Zawierzenie ślepemu losowi i przeznaczeniu zapewne będzie i tak bardziej skazane na sukces niż porada tej dwukolorowej Pani. Kolejna sprawa to zachwyty nad klientami kiedy coś przymierzają. I tak wiem, że każda kolejna Pani sprzedawczyni zachwyci się tak samo jak zachwyciła się Pani, która ostatnio zaskarbiła sobie moją sympatię i za jej namową kupiłam bluzkę, która zebrała następujące recenzje: 1. Mój tata:”Dziecko, a czy Ty przypadkiem nie jesteś w ciąży?”, 2. Mój mąż:”Świetna bluzka Kochanie, będzie w sam raz jak będziesz miała w brzuszku dzidziusia” i ostatnia, trzecia 3. Lekarz (osoba obca) podczas wizyty: “Wie Pani, nie zapytam o wagę, wpiszę sam, ale proszę się nie niepokoić, wiele kobiet ma nadwagę i w końcu jakoś sobie z tym radzi” (to było chronoologicznie po mężu, i on od razu, jako, że był ze mną na konsultacji powiedział, że to po prostu niefortunna bluzka) <3. Teraz już wiecie dlaczego z reguły nie ufam tej szyderczej masie za kasą? Kiedy atakuje mnie sprzedawca to albo myślę, że chce mi coś wcisnąć albo czuję się jakbym była na celowniku jako potencjalny złodziej i na wszelki wypadek sprzedawca chodzi za mną krok w krok żeby zapobiec mającej w jego ocenie nastąpić zbrodni. Jego pytania mają tak naprawdę za zadanie jedynie uśpić moją czujność.

Odkąd odbyłam poważną i merytoryczną rozmowę w gronie osób parających się tym zawodem wiem już, że czasem ten atak niekoniecznie jest ich naturalną reakcją żeby powitać mnie w sklepie. Szczególnie w sieciówkach, również co większych sieciach handlowych sprzedawcom narzuca się pewne standardy działania i muszą oni w zgodzie z nimi, nawet wbrew swojemu sumieniu nękać klientów choćby nie wiem co. Nie mam więc jakiś personalnych zarzutów do ludzi, którzy w ten sposób postępują ponieważ wiem już, że wykonują oni po prostu obowiązki, które zostały im przydzielone, najlepiej jak tylko mogą. Taka praca. Jakiś kwalifikowany specmajster od marketingu i sprzedaży wymyślił sobie, że ja klientka poczuję się w gąszczu napastliwych pytań sprzedawcy jak ryba w wodzie i z miejsca połknę haczyk kupując wszystko co tylko zaoferuje mi sprzedawca. Z ludźmi podobnymi do mnie jest jednak zupełnie odwrotnie. Od razu robię odwrót i szykuję się do ucieczki. Jeśli zatem mogę za pośrednictwem mojego własnego blogowego medium zaapelować o wdrożenie w życie pomysłu z dwoma kolorami koszyków to bardzo proszę.

stocksnap_i93pw8ne0f

Share: